Nie milkną echa niedzielnego koncertu w kolegiacie Św. Anny. Już po raz dwunasty kolędy w wykonaniu najznakomitszych artystów muzyki klasycznej pofrunęły do nieba prosto z serca królewskiego miasta Krakowa. Organizowane przez Jolantę Janus wydarzenie na stałe wpisało się w kulturalną mapę miasta i co roku przyciąga melomanów oraz ludzi dobrej woli. Pozostając na długo w pamięci odbiorców.

Nie ma takiego cudu, którego nie jest w stanie dokonać muzyka. Kompozytorzy na przestrzeni wieków wiedzieli o tym doskonale. Partycypowali w tworzeniu języka uniwersalnego – bo gdy zawodzi komunikacja werbalna, to właśnie muzyka jest w stanie wybudować mosty, skruszyć mury podziałów, obudzić czułość w najtwardszych sercach, tchnąć życie tam, gdzie jest go coraz mniej. A przede wszystkim, stać się ponadczasowym łącznikiem pomiędzy pokoleniami i nacjami. Muzyce przypisywana jest moc uzdrawiania i nie bez powodu stała się ona narzędziem do niesienia pomocy drugiemu człowiekowi.
Początki koncertów charytatywnych sięgają XVIII wieku. Przełomowym stało się premierowe wykonanie „Mesjasza” Georga Friedricha Händela w 1742 roku w Dublinie. Zorganizowano wówczas zbiórkę pieniędzy na rzecz wsparcia dwóch szpitali oraz wykupienia dłużników z więzień. To zapoczątkowało działalność charytatywną Händela. Począwszy od 1750 roku organizował coroczne wykonania „Mesjasza” w Londynie połączone z kwestą na rzecz Foundling Hospital, pierwszego w Wielkiej Brytanii domu dla porzuconych dzieci. W jego ślady poszli także Wolfgang Amadeusz Mozart czy Ludwik van Beethoven.
Z biegiem lat koncerty charytatywne cieszyły się coraz większą popularnością. Polska sopranistka międzynarodowej sławy, gwiazda Metropolitan Opera Marcella Sembrich-Kochańska wraz z Ignacym Paderewskim założyli Komitet Pomocy Polskim Ofiarom Wojny w Nowym Jorku, przeznaczając znaczną część swoich honorariów na cele dobroczynne. Janina Korolewicz-Waydowa, pierwsza w historii Polski kobieta, której powierzono stanowisko dyrektora teatru operowego, po uzyskaniu przez Polskę niepodległości dawała liczne koncerty charytatywne na rzecz wdów i sierot po poległych w I wojnie światowej obrońcach Lwowa.

Współcześnie, idea pozostaje ta sama. Dzięki muzyce gromadzone są środki m.in. na rzecz obywateli Ukrainy poszkodowanych podczas wojny czy zbiorki na zakup sprzętu medycznego dla szpitali. Kluczową kwestią jest niesienie pomocy.
Firma Jolanty Janus Ars Et Artificem we współpracy z fundacją Schola Cordis profesora Janusza Skalskiego już dwunasty rok z rzędu wspierają Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie, tworząc koncerty z cyklu „Kolędy do Nieba”. Wydarzenie wyjątkowe, niosące nadzieję małym pacjentom, zaś publiczności – radość obcowania ze sztuką najwyższej próby. Dzięki temu możliwy jest zakup nowoczesnego sprzętu medycznego. Wciąż przeliczane są pieniądze zebrane podczas kwesty.
Wieczór koncertowy 25 stycznia, wśród imponujących wnętrz barokowej Uniwersyteckiej Kolegiaty Św. Anny, zyskał szczególny wymiar dzięki talentom solistów śpiewaków Adriany Ferfeckiej, Julii Malik i Mikołaja Zalasińskiego. Towarzyszyli im pianiści Renata Żełobowska-Orzechowska i Łukasz Dębski, oboista Mariusz Pędziałek oraz kameraliści Orkiestry Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa, Sinfonietta Cracovia. W takim składzie najwyższy poziom wykonawstwa był wręcz zagwarantowany. Nie wykluczając tym samym artystycznej wolności jaką daje muzykom organizator. Ponieważ artyści zaproszeni przez Jolantę Janus mają komfort wyboru repertuaru. Adekwatnego nie tylko do ich warunków głosowych ale również tego, co po prostu lubią śpiewać.

W efekcie, program koncertu był bardzo zróżnicowany, lecz właśnie na tym polega specyfika tego typu wydarzeń. Soliści zaprezentowali się w ariach i duetach operowych, pieśniach oraz, oczywiście, kolędach, które w pięknym stylu zwieńczyły dwie godziny muzyki. Występy wokalne przeplatały krótkie, nastrojowe utwory w wykonaniu kameralistów, głównie z kręgu muzyki filmowej: „Ave Maria” Piazzolli czy też „Aria”, pierwsza z Trzech utworów w dawnym stylu Krzysztofa Pendereckiego. Warto bowiem podkreślić, że cały koncert dedykowany był pamięci jego zmarłej przed kilkoma miesiącami małżonki, Elżbiety.
Publiczność miała okazję posłuchać dwóch sopranów specjalizujących się w całkowicie odmiennych repertuarach i o kontrastujących ze sobą głosach. Świetlisty sopran Adriany Ferfeckiej znakomicie uzupełniał się z ciemniejszym, dramatycznym sopranem Julii Malik. Artystki rozpoczęły swój występ od duetu, słynnej „Barcaroli” z „Opowieści Hoffmanna”, jedynej opery w dorobku kompozytora. Następnie każda z nich zaprezentowała się solo.

Zmysłowość i ciepło – te dwa słowa najtrafniej opisują aurę Adriany Ferfeckiej oraz jej wykonania i interpretacje arii Giacomo Pucciniego. Zarówno w „O moi babbino caro” z jednoaktówki „Gianni Schicchi” jak i „Quando m’en vo” z drugiego aktu „Cyganerii” solistka połączyła ze sobą czułość, delikatność i młodzieńczą świeżość. Upajając publiczność słodyczą swego głosu, bawiąc się dźwiękami i czerpiąc widoczną radość ze śpiewu.
Julia Malik wniosła na scenę powiew melancholii połączonej z emocjonalną głębią oraz posągowością operowej heroiny. Wybrała monologi bohaterek tragicznych: tytułowych „Toski” Pucciniego oraz „Adriany Lecouvreur” Cilei. Przeprowadzając widza przez te mroczniejsze zakamarki duszy każdej z nich. Głos Julii Malik niewątpliwie najlepiej czuje się właśnie w repertuarze dramatycznym, łącząc siłę z kruchością oraz piękno z kroplą goryczy.

Każdy występ barytona Mikołaja Zalasińskiego to ekscytujące wydarzenie gdyż jest to artysta obdarzony nie tylko pięknym głosem docenionym na scenach całego świata, ale także wyjątkową charyzmą i elektryzującą osobowością sceniczną. Bohaterowie operowi, w których się wciela, są pełnokrwiści i nacechowani ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Warunki koncertowe wcale tego nie wykluczają, co solista udowodnił w dwóch nostalgicznych pieśniach: „Na spokojnym ciemnym morzu” Mieczysława Karłowicza do słów Kazimierza Przerwy-Tetmajera oraz „Jakże podobna zimie jest rozłąka z tobą” Tadeusza Bairda do sonetu 97 Williama Shakespeare’a. To jednocześnie zapowiedź płyty artysty „Songs of Love and Longin for Baritone and Piano” nagranej wspólnie z pianistą Łukaszem Dębskim, która ukaże się w najbliższym czasie.
Jednak prawdziwą perłą w wykonaniu Zalasińskiego stała się aria „Cortigiani, vil razza dannata” z drugiego aktu „Rigoletta” Giuseppe Verdiego. Bo to właśnie opera jest jego żywiołem. Zgromadzona w kościele św. Anny publiczność stała się świadkiem niezwykłej artystycznej transformacji w werystycznego, pełnego sprzeczności bohatera, którego każda decyzja, niczym w szekspirowskiej tragedii, prowadzi do zguby.

Program kolędowy w drugiej części koncertu skoncentrował się wokół tradycyjnych, znanych i lubianych kolęd o korzeniach europejskich. „Mizerna cicha”, „Cicha noc”, „Gdy się Chrystus rodzi”, „Wśród nocnej ciszy” oraz, na bis, „Bóg się rodzi”. W tym repertuarze artyści czuli się bardzo swobodnie i zachęcili publiczność do wspólnego śpiewania. Co ukoronowało radosny nastrój całego wydarzenia.
Koncert, wraz z pomysłodawczynią i autorką „Kolęd do Nieba”, manager kultury Jolantą Janus, poprowadził profesor Tomasz Mroczek, Kierownik Kliniki Kardiochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Nie tylko opowiadając o muzyce, ale także podkreślając jak ważną rolę pełni ona w ratowaniu ludzkiego życia. Jak potrzebne są koncerty charytatywne i jak wiele nadziei potrafią przynieść potrzebującym.

Tegoroczne „Kolędy…” wciąż rozbrzmiewają echem w nawach kościoła św. Anny, a ich życiodajne skutki odczuwać będą kolejni mali pacjenci oddziału kardiochirurgii dziecięcej. Bo jak napisał Robert Schumann, „Zadaniem muzyki jest rozsyłanie światła w głąb ludzkiego serca”.